Przejdź do głównej zawartości

25 Bieg Powstania Warszawskiego - debiut jako pacemaker

25 Bieg Powstania Warszawskiego miałbyć dla mnie wyjątkowym biegiem i był. Debiutowałem jako oficjalny pacemaker i prowadziłem grupę biegaczy na 60min.

Relację z tego wydarzenia chciałbym podzielić na 3 części: przed biegiem, bieg, po biegu.

PRZED BIEGIEM
Chyba nigdy nie miałem takiej tremy przed biegiem jak w dniu wczorajszym. Od samego rana zastanawiałem się jak to będzie? Czy mi się uda? Ile osób będzie ze mną biegło? I mnóstwo innych pytań krążyło mi po głowie, a im było bliżej startu tym to się nasilało. Tym bardziej się stresowałem, bo na ostatnim treningu próbowałem pobiec tempem 6:00/km i nie byłem w stanie tego osiągnąć, non stop gdzieś tempo oscylowało w granicach 5:50/km. No nic, jakoś to będzie.

BIEG
Tutaj nie ma co się zbytnio rozpisywać, to była czysta przyjemność. Starałem się jak mogłem trzymać równe tempo, troszkę szybsze na płaskich odcinkach trasy i odrobinę spokojniej na podbiegach. Wyszło całkiem nieźle, czas na mecie 59:57, czyli idealnie, kto biegł ze mną ten złamał godzinę.

Ale nie do końca było tak fantastycznie, tuż przed 5km wpadłem lewą stopą w jakąś dziurę w ulicy (zobaczyłem ją już za późno i nie byłem w stanie już zareagować), wtedy myślałem, że ją skręciłem, bolało jak cholera, ale postanowiłem, że jako pacemaker nie mogę zejść póki mogę biec (pewnie przy szybszym biegu bym zrezygnował). I doczłapałem do mety.

PO BIEGU
Oczywiście radość z dobrze wypełnionego zadania, piątki z innymi biegaczami, szczególnie z tym, którym pomagałem na ostatnich kilometrach. Później szybko znieczulić nogę piwem ze znajomymi i póki jeszcze mogłem w miarę normalnie chodzić (i nie mam tu na myśli dużego stężenia alko we krwii) udałem się do domu.

Wszystko byłoby pięknie i cudnie dopóki nie sprawdziłem czasu z Datasport. Ku mojemu zdziwieniu mam czas 1:01:35 - wtf? Sprawdzam dalej, znajomy z którym biegłem ma podobny. Inni znajomi, którzy cały czas biegli za mną mieli czasy lepsze o ponad minutę. Po chwili przypomniałem sobie moment startu, gdzie stałem w pierwszym rzędzie swojej strefy i rozstawione czujniki Datasport zapewne wyłapały mój chip. Po powrocie szybki mail do Datasport i co się okazuję - miałem rację - czas zweryfikowany na 59:57 :) ale okazuję, że takich przypadków było więcej - muszę przyznać, że to bardzo słabo wyglądało.

A Wam jak się biegło?  Życióweczki?

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....