Przejdź do głównej zawartości

26. Bieg Konstytucji 3 Maja

Szukałem biegu gdzie mógłbym sobie trochę poprzebierać nogami i odpocząć od ciężkich treningów i podreperować życiówkę na 5km.

Nie ukrywam, że na kilka dni przed biegiem dopadł mnie stres z nim związany i cel jaki sobie postawiłem. Dodatkowo dopadło mnie lekkie zatrucie oraz przeziębienie. Ze względu na osłabienie organizmu nie wykonałem jednej pełnej jednostki treningowej. Inną natomiast zrobiłem słabiej niż było zakładane. Dlatego też miałem plan minimum - złamanie 20min (ostatnio 5km pobiegłem podczas Biegu Bielan w styczniu w 20:48). 

Plan jaki sobie zakładałem w głowie to próba złamania 19min - choć wiedziałem, że to już będzie trudne, choćby ze względu na podbieg na Agrykoli.

W przed dzień zawodów niestety nie odpoczywałem jak powinienem, byłem na ognisku/grillu. Wiedząc, że następnego dnia mam bieg i chcę coś powalczyć nie mogłem z niczym przesadzić. Starałem się pilnować ze wszystkim, łącznie z tym, aby dobrze się wyspać.

Udało się. Wstałem wypoczęty, choć jak zawsze gdy mam pobiec szybko nie miałem po prostu na to ochoty - w moim przypadku oznacza to mniej więcej zapowiedź dobrego biegu. Wiedziałem, że gdy będę już w okolicach trasy i poczuję klimat zawodów to wszystko minie i będzie ok.

Będąc już na miejscu, jak zawsze spotkałem sporo znajomych twarzy, krótkie, szybkie rozmowy: jaki plan? jak forma? itd :) szybko zapomniałem o jakimkolwiek stresie :) obowiązkowa wizyta w TOI TOI i można było zaczynać rozgrzewkę - trucht i kilka przebieżek jak zawsze mi dobrze zrobiły. Pogoda niestety nie rozpieszczała, robiło się coraz cieplej, co nie wróżyło mi za dobrze (nie lubię biegać w takiej pogodzie, zdecydowanie wolę deszcz niż słońce).

Tuż przed startem spotkałem Grześka - Biegnij Zwierzu - krótka rozmowa i okazuję się, że planujemy start na podobny czas, więc biegnę z nim, a raczej staram się utrzymać jego tempo biegu. Zawsze dodaje to motywacji do szybszego biegu.

Wystartowaliśmy. Grzesiek odskoczył mi na 4-5m i taką odległość utrzymywaliśmy przez pierwszy kilometr. Później niestety już mi uciekł :) czyli było tak jak podejrzewałem :) może następnym razem będzie lepiej :) no nic, biegnę sam. Wiedziałem, że tego dnia nie jestem w stanie utrzymać tego tempa i zwolniłem wiedząc, że przecież za chwilkę będzie podbieg.

Podbieg jak to podbieg - ciężki, choć to nie to samo co na Półmaratonie Warszawskim miesiąc wcześniej - zdecydowanie wolę Agrykolę :) Oczywiście znacząco zwolniłem. Na samym jego początku energii dodał mi doping kibiców - dzięki Ola, naprawdę pomogło :)

Jakoś się wdrapałem, choć już od połowy było ciężko. Czułem osłabienie, ale wiedziałem, że wystarczy mi chwila biegu po płaskim i wszystko wróci do normy. Tak oczywiście się stało, więc od razu lekko przyspieszyłem. Czekałem do zbiegu gdzie będę mógł sobie trochę odrobić i poniekąd odpocząć. Na samym jego początku wypatrzyłem Tomka - dzięki za doping (po raz kolejny, ostatnim razem uratował mnie na podbiegu podczas połówki warszawskiej). Zbiegając wiedziałem już, że 20min będzie złamane. Pytanie było tylko o ile, czy znowu będzie końcówka 59s (albo coś podobnego)? Najważniejsze, że jeszcze chwila, jeszcze 2-3min i jestem na mecie.

Wychodząc z ostatniego zakrętu spojrzałem na metę, a potem na zegarek, na którym wyświetlony czas to 19:10 - nie pozostało mi nic innego jak tylko finishować.

Wbiegłem na metę, zatrzymuję zegarek i patrzę: 19:41 - udało się!!!
Jak się później okazało - oficjalny czas i aktualnie moja życiówka na 5km to 19:39 :)

Byłem wykończony. To był maks na jaki było mnie stać tego dnia. Pogoda i podbieg zrobiły swoje.

A z dystansem 5km zmierzę się już za miesiąc - tym razem mam nadzieję 19 pęknie :)
trzymajcie kciuki :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....