Przejdź do głównej zawartości

36. PKO Półmaraton Szczecin

Półmaraton w Szczecinie nie był i nie miał być w moim wypadku ściganiem. Jechałem tam z jasnym celem, spokojny bieg z Tomkiem,  który był Pacemakerem na 2:15 :)

Sobotę po odebraniu pakietu spędziliśmy na relaksie - zwiedzanie knajpek, poszukiwanie "zaginionej" Starówki (wszędzie były znaki - "Starówka 5min" :)

Już po przyjeździe zrobiło się ciekawie, odebraliśmy pakiety, a Tomek miał szybką odprawę Pacemakerów i dostał wytyczne - m.in. nie możesz pić, a jak będziesz potrzebował to musisz zabrać ze sobą i za wszelką cenę musisz dobiec - te dwie uwagi trochę mnie zdziwiły, ale mówię dobra, to nie ja jestem pacemakerem, a dwa nie mam aż takiego doświadczenia, może to norma 😉 przy okazji poznaliśmy drugiego zająca na 2:15 - o nim będzie w minusach biegu.

Nie będę opisywał dokładnie tego co robiliśmy przez resztę soboty, bo z bieganiem to nie ma nic wspólnego 😉 zdjęcia powiedzą same jak było 😉

Niedziela
Pobuda o 6:30, szybkie śniadanie - dwie bułki z dżemem i oczywiście kawa. Do autobusu i na start. Po drodze spotkaliśmy Joasię, a w tramwaju poznaliśmy małżeństwo z synkiem, który miał biec w Biegu Pirata 😉 malec był słodki i jednym swoim tekstem rozłożył nas na łopatki 😉

Dojechaliśmy na start, trochę pospacerowaliśmy i takie tam. Jakieś 20min przed startem byliśmy już w strefie startowej, niestety nigdzie nie było widać drugiego zająca. Okazało się, że to jakiś lokalna znana osobistość - wszyscy o niego pytali. Wybiła 9, wystartowaliśmy, a drugiego pacemakera dalej brak.

Minęliśmy linię startu i największym wyzwaniem było utrzymać tempo biegu, dla nas to było wolno, bardzo wolno, ale mogliśmy sobie porozmawiać z innymi uczestnikami biegu, trochę pozwiedzać, pośmiać 😉

Cały czas biegliśmy w grupie z innymi biegaczami, którzy chcieli złamać 2:15. Na 9km wypatrzył nas tata małego Pirata z tramwaju, zawróciłem aby przybić z chłopcem żółwika 😉 (nagrałem to, ale niestety coś się z kartą poj... i nie mogę ich odtworzyć)

Wbiegliśmy na drugą połówkę trasy, która okazała się cięższą ze względu na sporą ilość podbiegów i zbiegów i kostki brukowej. Ciągle biegliśmy odpowiednim tempem, gdy nagle na 14km z drugiej strony ulicy usłyszeliśmy krzyk i zobaczyliśmy zaginionego zająca, który krzyczał, że biegniemy za wolno i nie trzymany tempa. Było to chamskie zachowanie i wprowadziło lekki niepokój wśród osób, które biegły z nami. Na szczęście udało się szybko uspokoić sytuację.

Do 19km trzymałem się z Tomkiem, później lekko przyspieszyłem, tak o ponad 1min/km, czułem już lekko w nogach te górki i tą kostkę, ale biegło mi się lekko i przyjemnie 😉

Na jakieś 200-300m przed metą minąłem tego "miłego" Pacemakera i wbiegłem na metę, gdy na zegarze był czas brutto 2:15:34, a zając 22s za mną - co pokazuję, że pobiegł praktycznie na czas brutto (a nie netto), a to z kolei pokazuję, że bardzo mądrze stanął gdzieś na samym początku. Nie ukrywam, że gdyby nie ta sytuacja na 14km to całkowicie bym olał sprawdzanie jego międzyczasów (oraz tego czy w ogóle pobiegł), ale tak nie byłem w stanie sobie odmówić, a tym bardziej tego opisać. Nie znam gościa osobiście, ale wiem, że nie chciałbym aby był moim pacemakerem. Ciekawe czy ktoś z Was z nim biegł?

Po przekroczeniu mety poczekałem na Tomka, który idealnie spełnił założenia taktyczne, szybki łyk piwa bezalkoholowego, prysznic w hotelu i pyszna pizza i Bosman w Tratorii Toscana 😉

W drodze na pociąg do Warszawy poznaliśmy Wojtka, który także biegł połówkę 😉 oczywiście od razu zaczęły się biegowe rozmowy, wymiana doświadczeń, wspomnienia z innych biegów itd 😉

Podsumowując - wypad do Szczecina uważam za bardzo udany, sporo nowych znajomości 😉 niewykluczone, że za rok wrócę,może tym razem ja będę pacemakerem 😉

Aneta, Marcin, Adrianna - miło było Was w końcu poznać i zamienić kilka zdań 😉 człowiem musiał przejechać 500km, aby spotkać przypadkiem osoby mieszkające w Warszawie 😉

Magda - jeszcze raz napiszę, macie w Szczecinie bardzo ładne dziewczyny 😉

Tomek - kolejny udany wypad, za tydzień replay 😉

Aniu - szkoda, że z nami nie pojechałaś

Joasia, Wojtek - dzięki za towarzystwo 😉

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....