Przejdź do głównej zawartości

Ekiden i #DrużynaEmilki

Minął  już ponad tydzień od Ekidenu, więc czas coś w końcu napisać o naszym starcie.

Była to okazja do kolejnego spotkania w gronie #DrużynyEmilki i promowanie zbiórki pieniędzy dla chorej Emilki (www.rik.pl/Emilka).

Startowaliśmy w II turze, czyli w sobotę o godz. 14. Pogoda wyśmienita, ale nie do biegania - przynajmniej nie dla mnie -  ponad 20 stopni i żarówka na niebie (no dobra, czasami jakaś chmurka pojawiła się na niebie).

Pobiegliśmy w składzie:
Łukasz (Biegam Bo Tak Wyszło)  
Kamil (Tata-biega.pl)
Justyna (Biegam i tyle)
Paweł



Dla mnie miał to być mocniejszy trening i bieg w tempie po 4:00/km. Wiedziałem, że z każdą minutą będzie mi coraz gorzej znosić warunki na trasie, dlatego postanowiłem wykorzystywać każdy, nawet najmniejszy kawałek cienia, aby schować się przed żarówką z nieba. Po kilkuset metrach gdy spojrzałem na zegarek śr. tempo biegu miałem poniżej 3:50/km i wiedziałem, że nie pociągnę tak całych 7km z groszami. Jakoś samoistnie zwolniłem i starałem się biec w małej grupce z dwójką innych biegaczy. Niestety każdy, nawet najmniejszy podbieg i oni zwalniali, czego ja nie chciałem robić, więc tak naprawdę utrzymaliśmy się tylko na pierwszym okrążeniu. Później już był raczej samotny bieg. I tylko te tysiące myśli w mojej głowie, jedne mówiące do mnie po co mi to, jest gorąco, tonie pogoda dla biegania dla Ciebie, zwolnij, albo nawet zatrzymaj się, odpocznij i spokojnie dobiegnij do mety. Po czym zaraz starałem się zmienić myślenie na bardziej pozytywne - przecież to tylko jeszcze 4-5km, ja nie dam rady, to tylko 20min biegu i zasłużony odpoczynek - później będą męczyć się inni, a ja sobie w końcu odpocznę. Temperatura i słońce oczywiście zniszczyły mnie i zamiast moich 4:00/km było bodajże 4:07. Nie był to wynik jaki zakładałem ale źle też nie było. 

Czas jaki uzyskaliśmy na mecie był dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Miało być spokojnie, więc zakładałem raczej "walkę"o złamanie 4h, a wyszło mega lepiej, bo 3:28:06 co uplasowało nas na 185 miejscu na 706 ekip :)

-->
Łukasz7195m29:51
Tomek10000m50:00
Kamil10000m46:38
Ania5000m27:11
Justyna5000m26:43
Paweł5000m27:43
*te czasy trochę różnią się od czasów z naszych zegarków



BRAWO #DrużynaEmilki :)

to kiedy następna sztafeta?




ps. już planujemy kolejną akcję, więc bądźcie uważni, bo każdy z Was będzie mógł wziąć w niej udział, bez względu ile macie lat, ile biegacie, jak szybko biegacie i gdzie mieszkacie :)

#biegampomagam
#pomaganieprzezbieganie

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....