Przejdź do głównej zawartości

Krótkie podsumowanie pierwszych 4 miesięcy 2017 roku

Sporo się działo przez te pierwsze 4 miesiące 2017 roku w moim życiu biegowym, zarówno dobrego jak i złego. Były chwile radości, a także smutku i czasami płaczu. Nie było kolorowo tak jak sobie to zakładałem. Chciałem mocno popracować i poprawić się na każdym dystansie jaki sobie zaplanowałem na wiosnę (5, 10, półmaraton).

Styczeń - 262.32km (286.55km w 2016)
Jeszcze nic nie zapowiadało tego co miało się wydarzyć później. Biegało mi się dobrze, jeszcze nie szybko, sporo wolnych km i siły. Wystartowałem w dwóch biegach - 10K Parking Relay w sztafecie na parkingu w Arkadii w #DrużynieEmilki (www.rik.pl/Emilka). Niby tylko 2km ale nie potrafię biegać tak krótkich dystansów, bo 2km to można nazwać nawet w lekkiej przenośni sprintem. Założeniem było pobiec mniej więcej tak samo jak rok wcześniej, choć wiedziałem, że na tym etapie będzie to bardzo ciężkie. Już ten bieg dał mi pierwsze sygnały, że jest coś nie tak. Następnie był Bieg Chomiczówki (15km) - pierwsze 4km idealne, wszystko było ok, oddechowo, tempowo, zero zmęczenia, aż tu nagle ciach i wszystko odwrócone o 180 stopni. Ledwo łapałem oddech, zwolniłem o 40s, ale ciągle walczyłem z oddechem i tak już do samego końca. Jak się później okazało sprawcą tych wszystkich problemów był smog, który wcześniej w ogóle mi nie przeszkadzał, aż nagle zaczął. Po tym jak oddychałem byłem w stanie określić jaki jest poziom smogu.

Luty - 136,91km (300.55km w 2016)
To miał być miesiąc ciężkiej pracy, niestety szybko wszystko upadło. Wyjścia na trening typu 12km steady kończyły się na 2-3km, gdzie już ledwo oddychałem, a wcale szybko nie biegałem. Czasami walczyłem i próbowałem zrobić choćby 8-10km ale gdy pierwszy postój miałem 2-3km, a później co 500-800m to stres spowodowany przez tego typu rzeczy wpływał na to, że w ogóle nie miałem ochoty wychodzić na trening wiedząc co może być. Duże obciążenia treningowe oraz bardzo mocny kaszel wywołany przez smog spowodowały bardzo duże problemy z mięśniami brzucha, które uniemożliwiały mi normalne bieganie. Zastąpiłem je pływaniem i tak zrobiłem kilka treningów na basenie gdzie 2km robiłem w 40min i swobodnie mógłbym pływać więcej ale nie chciałem przesadzać. Najważniejsze było, aby serducho cały czas było poddawane mocniejszym bodźcom i dzięki temu nie straciłem za wiele.

Marzec - 203,06km (337,85km w 2016)
Początek miesiąca to powolny powrót i głównie easy run, żadnego szybszego biegania. Oczywiście ze względu na jakość powietrza i moją astmę musiałem odwiedzić pulmonologa i sprawdzić czy można jakoś mi pomóc w tym wszystkim. Spróbowaliśmy zmienić leki i jak się okazało to był strzał w dziesiątkę. Dalej czułem wiszący w powietrzu syf, ale już mi nie przeszkadzał w bieganiu. Półmaraton Warszawski,  który miał być moim głównym startem na wiosnę musiałem odpuścić i pobiec go sobie treningowo, bo o ściganiu i próbie bicia życiówki mógłbym zapomnieć. Wyszedł z niego bardzo dobry trening (prowadziłem znajomego na 1:40), pierwsze 13-14km w tempie 4:40/km, a ja cały czas biegłem na dość niskim poziomie tętna, bo ciągle w pierwszym zakresie. Później trochę zwolniliśmy i łącznie wyszło nam poniżej 1:46.

Kwiecień - 234,76km (239,32km w 2016)
Miałem w końcu coś szybciej pobiegać. W planach były jeden start na 10km w Szczecinku. Niestety z różnych względów nie mogłem tam jechać, więc szybka decyzja o zmianie lokalizacji i start na 10km podczas Orlen Warsaw Marathon (Bieg O'Shee). Przed startem wykonałem 2-3 mocniejsze treningi, które wyszły całkiem całkiem ale nie pozwalały marzyć o nowej życiówce na tym dystansie. Tak czy siak, chciałem spróbować i pobiec mocno i powalczyć. Niestety, błąd ustawienia w strefach (chcąc pobiec mocniej, powinienem stanąć wyżej - kolejna nauczka na przyszłość) i duża strata na początku, rwane tempo i szybko nogi miałem jak z betonu. Czas 41:27 i  tak jest dobry, ale oczekiwania miałem większe. Teraz jeszcze start 3 maja i zaczynam przygotowania do czerwcowej połówki.



Jak widać problemy z początku roku wpłynęły na moją aktualną formę i widzę to najbardziej w wytrzymałości tempowej, na szczęście do startu w półmaratonie mam jeszcze 1,5 miesiąca, więc powinienem to chyba nadrobić.

Teraz trzeba spiąć pośladki i zapierdalać na treningach. Druga kwestia to praca nad głową, tutaj widzę jeszcze bardzo duże rezerwy, które trzeba uwolnić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....