Przejdź do głównej zawartości

I PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Wyjazd do Krakowa początkowo miał być rekreacyjny i bieg jako zając, niestety plany się zmieniły i już wiedziałem, że biegnę sam. W między czasie wyszedł mi w sobotę pierwszy wyjazd na cmentarz przed świętami. Pobudka po 3 rano i ponad 300km dały się odczuć. O 23:45 wsiadałem i o 4:40 w niedzielę miałem być w Krakowie. Dzięki zmianie czasu mieliśmy jeszcze godzinny postój w Kielcach, aby wyrównać godziny podróży (bus jechał dalej do Zakopanego).

Ok. 5 rano byłem w Krakowie, przywitała mnie mgła, którą widzieliście na fotkach. Spacer po rynku, trasa już przygotowana, pracownicy obsługi powoli pojawiali się na rynku i kończyli przygotowania do biegu. Darmowa kawa na pobudzenie w McDonaldzie na Dworcu razem z bezdomnymi (czyt. mieszkańcami dworca), a później druga kawa i tosty na śniadanie już na Szewskiej. Następnie udałem się na stadion Wisły Kraków odebrać pakiet. Zostałem już tam na dłuższą chwilę, przebrałem się w strój do biegu i na niecałą godzinę złożyłem rzeczy w depozycie i udałem się na start. Idąc czułem lekki ból w achillesie i bałem się, że przeszkodzi mi on w normalnym biegu. Na szczęście po 2km rozgrzewki i kilku ćwiczeń sprawności biegowej ból przeszedł, bądź pod wpływem adrenaliny zapomniałem o nim. Oczekiwanie na start to najgorszy okres, czas płynie tak wolno, tym razem było podobnie.

W końcu wybiła 11, wystartowaliśmy. Początek wolny, pierwsze kilkaset metrów, patrzę na zegarek, a tam tempo ponad 5:50 - wolno. Za wolno! Trzeba przyspieszyć i pierwszy kilometr wszedł 5:17, kolejny już 5:10, a trzeci 5:04. Postanowiłem spróbować rozłożyć bieg na trzy 7km części i tak pierwsze 7km pokonałem w 35:47 (śr. 5:06), drugie w 34:54 (śr. 4:59), a ostatnie w 34:44 (4:58). Udało mi się, choć zadecydował o tym ostatni kilometr przebiegnięty w 4:48, gdy już nogi mi padały.

Przed biegiem zapoznałem się z profilem trasy i wiedziałem o jednym dłuższym podbiegu, na rynek, ale nie zauważyłem, że w sumie co chwilę będą podbiegi i zbiegi, bardzo dużo zakrętów o 180 stopni, które wybijały całkowicie z rytmu. Podobnie z kostką brukową, której także było sporo na trasie.

Czy miałem jakiś kryzys? Oczywiście, nie jeden. Kilka razy łapała mnie kolka, ale wystarczyło zwolnić na chwilę i przechodziło - na szczęście. Od 10km myślałem żeby się zatrzymać, ale zaraz pojawiała się myśl - zwolnij, ale się nie zatrzymuj! I tak robiłem do samej mety, choć nie zawsze
To zwalnianie mi wychodziło, bywało, że przyspieszałem . Także od 10km mocno chciało mi się siku, szukałem na trasie ToiToia, ale jakoś nie wypatrzyłem, więc albo zapominał o tym albo naprawdę ich nie było wzdłuż trasy.

Miałem ze sobą jeden żel, ale go nie użyłem, również nie skorzystałem z żadnego jedzenia i picia na trasie, jakoś nie czułem potrzeby, biegło mi się dobrze bez tego.

Wynik jaki osiągnąłem 1:46:30 jest ponad moje oczekiwania patrząc na to, że od ponad miesiąca w ogóle nie trenuję, przez dwa poprzedzające weekendy dostałem trochę w kość - Poznań Maraton i Bieg na Kasprowy - brak snu przez 31h (teraz jak to piszę to jest ich już 39), kilka kontuzji, które trzymają się mnie i nie chcą puścić.

Na koniec chciałbym podziękować kibicom na trasie, szczególnie tym na Rynku, przy których dopingu gnałem po 4:30/km, co odczułem jak ich tylko zabrakło, a także tym na mecie, gdy podczas mojego standardowego finishu na maksa, gdy widzieli, że gonię jeszcze dwie osoby dopingowali i dodawali sił.

Specjalne podziękowania także dla tych wszystkich, którzy życzyli mi powodzenia, choćby na fan page'u - nie będę Was wymieniał z imienia i nazwiska, wiecie o kogo chodzi - dodajecie mi sił, motywacji, dzięki Wam ukończyłem już kilka biegów podczas, których miałem ochotę zrezygnować, ale te Wasze życzenia zawsze dodawały mi motywacji do dalszej walki.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem, ciekawe ile z was tu dotarło, aż korci mnie to sprawdzić, tylko w jaki sposób?
Wpiszcie w komentarzu na samym początku znak zapytania (?), jeżeli nie chcecie tego komentować to wystarczy sam - ?.

Teraz wracam już do Warszawy, siedzę w Polskim Busie i właśnie skończyłem opisywać Wam relację z biegu - ciężko robi się to na telefonie, ale przyzwyczaiłem się.

Jak dotrę do domu to wrzucę dane z zegarka na kompa, a później tutaj to zobaczycie jak to wyglądało.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....