Przejdź do głównej zawartości

5 Półmaraton PWZ im. Janusza Kusocińskiego

Dzisiejszy start w Półmaratonie PWZ im. Janusza Kusocińskiego mogę podzielić na dwa, a nawet trzy etapy :)

ale od początku :) pobudka po 4, już nie było szans na dalsze spanie, więc odpaliłem Mistrzostwa Świata w Pekinie :) później śniadanie - bułka z miodem :) jakoś o 7:30 wyruszyłem do Błonia wiedząc, że muszę jeszcze odebrać pakiet i żeby nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę :) zaraz po 8 byłem na miejscu, szybko załatwiłem co miałem do załatwienia i czekałem na start. W międzyczasie spotkałem sporo biegowych znajomych, krótkie rozmowy i czas szybko zleciał.

Godzina 10 i startujemy :) miało być bardzo spokojnie, ale wyszło inaczej :) pierwsze 11km pobiegłem bardzo fajnie, szybciej niż zakładałem (średnia 5:16/km - w obecnej formie, a raczej jej braku to jest dla mnie początek drugiego zakresu) i od połówki zwolniłem.

Druga część to odcinek od 12 do 18 km - specjalnie zwolniłem, chciałem bieg średnio 5:40/km, a wyszło 5:35.

I na koniec odcinek od 18km do mety - tutaj zqczęło się całe nieszczęście - wyszło odwodnienie, pierwsze skurcze  - ale to wszystko było do zniesienia, gorsze było to, że nagle żołądek dał znaćo sobie i co chwilę zbierało mi się na wymioty, odbijało mi się co jakieś kilkadziesiąt metrów, kilka razy przechodziłem do marszu, aby go uspokoić. Puścił dopiero jakieś 200-300m przed metą, ale już nie ryzykowałem mocnym finishem. Wbiegłem na metę z czasem 1h:59m:07s - do życiówki ponad kwadrans, ale nad tym popracujemy innym razem, na razie muszę wybiegać swoje i wrócić do kilometrażu na poziomie ponad 250km miesięcznie.

Pogoda była piękna, ale nie do biegania, przynajmniej dla mnie, nie lubię takiego słońca, zdecydowanie dla mnie mogłoby padać :) sporo wiatru, który wiał od przodu - więc trochę siły zrobionej :) a profil trasy z zegarka pokazuje, że było cały czas pod górkę, lekko ale pod górkę :)

Jeżeli chodzi o organizację to nie ma się do czego przyczepić, 3 punkty z wodą (a może 4 - nie ogarnąłem), kurtyny wodne, które "ratowały życie", super kibice - super impreza, polecam, sam pewnie za rok tam wrócę :)

teraz czas na regenerację, kompresy już na nogach, wcześniej było rolowanie i oczywiście uzupełnianie kalorii i płynów :)

Miłego dnia :)

Komentarze

  1. Świetny wpis. Gratuluję wytrzymałości. Powodzenia w następnych biegach :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....