Przejdź do głównej zawartości

Bieganie po czterdziestce. Czy po 40 można jeszcze zacząć biegać?

Masz 40 lat, trochę mniej albo trochę więcej i coraz częściej myślisz, że wypadałoby coś ze sobą zrobić? Poprawić kondycję, schudnąć, mieć więcej energii, lepiej spać, przestać ciągle czuć się zmęczonym?

A może z tyłu głowy od dawna masz myśl: „Chciałbym zacząć biegać, ale chyba jestem już za stary”?

No właśnie. To jeden z największych mitów, który blokuje ludzi przed ruszeniem się z kanapy.

Bo prawda jest taka: po czterdziestce nie jest za późno na bieganie. Trzeba tylko podejść do tego mądrze.

Nie jak dwudziestolatek.
Nie na ambicji.
Nie na zasadzie: „od poniedziałku biegam codziennie”.
Nie po to, żeby po dwóch tygodniach mieć dość, złapać kontuzję i wrócić do punktu wyjścia.

Dlaczego bieganie po 40 wygląda inaczej?

Po czterdziestce organizm nadal może się świetnie adaptować do wysiłku. Możesz poprawić kondycję, schudnąć, przebiec pierwsze 5 km, 10 km, a nawet przygotować się do półmaratonu. Różnica polega na tym, że regeneracja, rozsądny plan i regularność zaczynają mieć większe znaczenie niż sama motywacja.

W wieku 40+ często dochodzi jeszcze kilka „życiowych dodatków”: praca, rodzina, obowiązki, stres, brak snu, zmęczenie i mniej czasu dla siebie. Dlatego bieganie nie powinno być kolejną presją. Powinno być sposobem na lepszą formę, spokojniejszą głowę i odzyskanie poczucia, że robisz coś dobrego dla siebie.

I właśnie z takiego założenia powstała książka „Bieganie po czterdziestce”.

Dla kogo jest książka „Bieganie po czterdziestce”?

To poradnik dla osób, które chcą zacząć biegać, ale nie wiedzą, jak zrobić to bezpiecznie i sensownie. Szczególnie dla tych, którzy:

  • mają 35, 40 lat lub więcej,
  • wracają do aktywności po dłuższej przerwie,
  • boją się kontuzji,
  • chcą schudnąć,
  • nie mają czasu na skomplikowane plany treningowe,
  • nie chcą trenować jak zawodowcy,
  • potrzebują prostego i normalnego podejścia do biegania.

To nie jest książka dla osób, które szukają magicznego sposobu na formę w 7 dni. To książka dla tych, którzy chcą zacząć spokojnie, ale skutecznie. Bez zajeżdżania organizmu, bez presji tempa i bez porównywania się do innych.

Największy błąd początkujących biegaczy po 40

Najczęstszy scenariusz wygląda tak: ktoś postanawia zacząć biegać, zakłada buty, wychodzi z domu i od razu próbuje przebiec kilka kilometrów. Tempo za szybkie, oddech urwany, tętno wysokie, nogi ciężkie, a po treningu pojawia się myśl: „To chyba nie dla mnie”.

A potem zakwasy, ból kolana, brak chęci i koniec przygody.

Problemem najczęściej nie jest wiek. Problemem jest zły start.

Dlatego w książce pokazuję, jak wejść w bieganie krok po kroku: od marszobiegów, przez pierwsze spokojne treningi, aż po regularne bieganie i konkretne cele. Bez udawania, że każdy ma czas, energię i ciało zawodowego sportowca.

Bieganie po czterdziestce to nie kara. To inwestycja

Dobrze prowadzone bieganie może pomóc poprawić kondycję, sylwetkę, samopoczucie i codzienną energię. Ale najważniejsze jest coś jeszcze: zaczynasz odzyskiwać sprawczość.

Nagle okazuje się, że możesz zrobić coś dla siebie. Że mimo pracy, zmęczenia i obowiązków da się znaleźć 30 minut. Że forma nie jest zarezerwowana tylko dla młodszych. Że pierwszy kilometr, pierwsze 5 km czy pierwszy start mogą smakować lepiej niż kolejna obietnica „od poniedziałku”.

Po 40 nie musisz już nikomu nic udowadniać. Możesz biegać dla siebie.

Co znajdziesz w książce?

W książce „Bieganie po czterdziestce” znajdziesz praktyczne wskazówki, jak zacząć od marszobiegów, jak biegać przy nadwadze, jak zadbać o regenerację, siłę i mobilność oraz jak nie odpuścić po dwóch tygodniach. Są tam też gotowe plany treningowe: od zera do 5 km, od 5 km do 10 km oraz przygotowanie do pierwszego półmaratonu.

To poradnik napisany normalnym językiem. Bez sportowego nadęcia. Bez tekstów w stylu „wystarczy chcieć”. Bo czasem nie wystarczy chcieć. Czasem trzeba wiedzieć, jak zacząć, żeby się nie zniechęcić.

Czy warto zacząć biegać po 40?

Tak, ale z głową.

Nie musisz od razu kupować drogiego zegarka, zapisywać się na maraton ani robić treningów pięć razy w tygodniu. Na początku wystarczy prosty plan, spokojne tempo i cierpliwość.

Najlepszy moment na start był kilka lat temu. Drugi najlepszy jest teraz.

Jeśli czujesz, że chcesz wreszcie ruszyć, poprawić formę i zrobić to bez chaosu, sprawdź książkę:

Bieganie po czterdziestce – zobacz książkę tutaj

Możesz też zdobyć kod rabatowy -10%, więc to dobry moment, żeby zacząć swoją biegową przygodę taniej i z konkretnym planem.

Bo po czterdziestce nie chodzi o to, żeby trenować więcej niż wszyscy.
Chodzi o to, żeby trenować mądrzej — i w końcu nie odpuścić po dwóch tygodniach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ursus Biega - wygraj pakiet startowy

Wraz z organizatorami biegu "Ursus Biega" mam przyjemność zaprosić Was do udziału w konkursie, gdzie zwycięzca otrzyma pakiet startowy na tegoroczną edycją imprezy. 24 kwietnia o godz. 13:00 startuję w 33 Biegu Ulicznym Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku (10km). Waszym zadaniem będzie wytypowanie czasu jaki osiągnę na mecie.  Wygrywa osoba, która poda w komentarzu pod postem na Facebooku   wynik najbliższy prawdy. Czas na wpisywanie swoich typów macie do startu biegu (24/04/2016 godz.13:00). Powodzenia :) ściągawka: życiówka z zawodów na 10km - 45:50 (Bieg Niepodległości 2015) pierwsze 10km podczas 11.PZU Półmaratonu Warszawskiego - 42:32 10km pokonane ma treningu "steady run" - 42:16 trasa 33 Bieg Uliczny Memoriał Winanda Osińskiego profil trasy

Dlaczego biegam, a nie chudnę? TOP 10 powodów, przez które waga stoi w miejscu (albo rośnie!)

 To jedna z najczęstszych frustracji nowych biegaczy: „Biegam trzy razy w tygodniu, pot leje się strumieniami, a waga ani drgnie! Co robię źle?” Jeśli to brzmi znajomo — spokojnie, nie jesteś wyjątkiem. Prawda jest taka, że bieganie samo w sobie nie gwarantuje odchudzania , a niektóre nawyki mogą wręcz sabotować Twoje wysiłki, nawet jeśli regularnie wychodzisz na trening. Ten wpis szczegółowo wyjaśnia 10 najczęstszych powodów, przez które biegacze nie chudną , oraz dokładnie pokazuje, co robić, by zmienić ten stan rzeczy. 1. Jesz więcej, bo „zasłużyłeś po treningu” To absolutnie najczęstszy powód. Po biegu czujesz, że możesz pozwolić sobie na: pizzę, słodycze, piwo, fast food, porcję „trochę większą niż zwykle”. Psychologia tego zjawiska jest prosta: Robisz coś wymagającego → czujesz się super → nagradzasz się jedzeniem. Niestety, to zabija efekty. Przykład: Spalasz 400–500 kcal podczas 5 km. Pizza lub baton to 600–1000 kcal. Bilans wychodzi… dodatni....